Skontaktuj się z nami +48 535 397 439
Obserwuj nasze social media

Leasing gdy Cię nie stać? Dlaczego to może być najdroższa decyzja w Twojej firmie?

Wielu przedsiębiorców bierze leasing nie dlatego, że to się opłaca, tylko dlatego, że „tak trzeba”, „tak robią inni” albo „to jedyny sposób, żeby wejść poziom wyżej”. I właśnie wtedy zaczynają się kłopoty: rata przychodzi niezależnie od tego, czy masz dobry miesiąc, czy gasisz pożary, a do tego dochodzą koszty, których nikt nie pokazuje w reklamie leasingu – serwis, przeglądy, wymagania z umowy i presja, żeby za wszelką cenę dowozić wynik. Leasing jako narzędzie może być świetną dźwignią, ale wzięty „bo mnie nie stać” potrafi zamrozić płynność i wepchnąć firmę w spiralę stresu i decyzji podejmowanych pod ratę, a nie pod strategię. Jeśli chcesz zrozumieć, kiedy leasing ma sens, a kiedy jest najdroższą decyzją w firmie, obejrzyj nagranie, w którym tłumaczę to krok po kroku i pokazuję, na co patrzeć, zanim podpiszesz umowę.
 
Zapraszam do oglądania.

A jeżeli wolisz tylko posłuchać to odtwórz podcast:

Dla tych, którzy wolą przeczytać:

Jest jedna decyzja, która z zewnątrz wygląda jak „odważny krok w rozwoju”, a w środku potrafi uruchomić równię pochyłą. To leasing. Nie leasing jako narzędzie tylko leasing brany w momencie, kiedy tak naprawdę Cię na tę rzecz nie stać.

„Wszyscy tak robią” czyli najczęściej: wszyscy popełniają ten sam błąd

I ja wiem, co się wtedy dzieje w głowie. Pojawia się myśl: „Przecież dziś wszyscy tak robią”. Leasing jest sprzedawany jak rozsądna strategia, jak standard, jak coś normalnego i wręcz obowiązkowego. Tylko że w biznesie „wszyscy tak robią” bardzo często oznacza jedno: wszyscy popełniają ten sam błąd.

Dlatego mówię to wprost: jeśli nie stać Cię na zakup auta albo maszyny za gotówkę, to nie kupuj tego na leasing. To zdanie wielu ludzi drażni, ale ono jest proste i brutalnie praktyczne. Bo leasing nie jest ratunkiem. Leasing jest dźwignią. A dźwignia działa w dwie strony. Potrafi przyspieszyć, ale potrafi też przygnieść.

Gdzie zaczyna się problem?

Problem zaczyna się wtedy, gdy traktujesz leasing jak sposób na „dogonienie” rzeczywistości. Kupujesz coś większego, lepszego, droższego, bo trzeba wyglądać, trzeba dowieźć, trzeba wejść poziom wyżej. Tylko że firma nie rośnie od droższego samochodu. Firma rośnie od marży, płynności, powtarzalnej sprzedaży, kontroli kosztów i sensownego planu. Leasing może w tym pomóc, ale tylko pod jednym, bardzo konkretnym warunkiem.

Kiedy leasing ma sens?

Leasing ma sens wtedy, kiedy stać Cię na zakup, ale bardziej opłaca Ci się tych pieniędzy nie wydawać. Czyli masz gotówkę, mógłbyś kupić auto albo maszynę, ale wiesz, że jeśli zostawisz te pieniądze w firmie, to one zarobią więcej niż koszt leasingu. Upraszczając: leasing kosztuje Cię kilkanaście procent w skali okresu, a Ty masz realną pewność, że te pieniądze pracujące w firmie wygenerują dużo większy zwrot, bo masz sprzedaż, marżę, kolejkę zleceń i procesy, które dowożą. Wtedy leasing jest narzędziem. Dźwignią, która działa na Twoją korzyść.

Ale jeśli sytuacja wygląda inaczej i bierzesz leasing dlatego, że nie masz pieniędzy na zakup to wtedy zaczyna się mechanizm, który najpierw „pomaga”, a potem dusi. Po pierwsze zamrażasz sobie płynność na lata, bo rata leasingu nie pyta, czy masz słabszy miesiąc. Ona przychodzi zawsze. Po drugie dokładasz koszty, których nie widać w reklamie leasingu. Przedsiębiorcy zwykle liczą ratę, a nie całkowity koszt posiadania. A to potrafi zrobić różnicę większą niż się wydaje. Po trzecie wpadasz w psychologiczną pułapkę: skoro już wziąłeś drogie auto albo maszynę, to musisz dowieźć. A jeśli nie dowozisz, to zaczyna się stres, zaciskanie zębów, gaszenie pożarów i praca coraz dłużej, żeby „jakoś to spiąć”.

Jeśli nie stać Cię na zakup, nie stać Cię na utrzymanie

I tu dochodzimy do najważniejszego punktu, którego wiele osób nie chce usłyszeć: jeśli nie stać Cię na zakup, to prawie na pewno nie stać Cię na utrzymanie. Bo jeżeli nie stać Cię na samochód za 300 tysięcy, to najczęściej nie będzie Cię stać na jego serwis, przeglądy, naprawy i cały standard narzucony przez umowę leasingu. Nie mówię tego, żeby narzekać. Mówię to, bo tak to działa. Koszty są zwykle wyższe niż w „zwykłym” aucie, sposób obsługi bywa narzucony, a margines błędu jest dużo mniejszy, bo obok kosztów eksploatacji masz jeszcze ratę. W efekcie jedna decyzja potrafi uruchomić łańcuch kolejnych decyzji podejmowanych już pod presją.

Często słyszę wtedy: „Piotr, ja dopiero zaczynam, potrzebuję porządnej fury”. I odpowiadam: nie. Nie potrzebujesz. To brzmi ostro, ale w większości przypadków to prawda. Na starcie Twoim celem nie jest „mieć”. Twoim celem jest zarabiać, utrzymać płynność, przetrwać błędy i zbudować stabilny dopływ klientów. Na początku liczy się prostota i odporność, a nie prestiż. Sam zaczynałem od zwykłego, taniego w utrzymaniu samochodu. Dopiero gdy biznes działał coraz lepiej i liczby zaczęły się zgadzać, pojawiła się przestrzeń na droższe decyzje. I to jest zdrowa kolejność.

Jest tylko jeden wyjątek, który akceptuję i to też z zastrzeżeniem. Leasing „gdy nie stać” może mieć sens wtedy, kiedy masz konkretną umowę na projekt lub zlecenie, narzędzie jest niezbędne, żeby to zlecenie zrealizować, i masz policzone, że zysk z kontraktu pokryje koszty leasingu oraz zostawi Ci sensowny margines. Czyli nie „może się uda”, tylko twarde liczby i twarda umowa. Nawet wtedy jest ryzyko, ale to ryzyko policzone, a nie wyparte.

Szybki test: czy leasing pracuje dla Ciebie, czy przeciwko Tobie?

Jeśli chcesz szybko sprawdzić, czy leasing jest dla Ciebie, czy przeciwko Tobie, zrób prosty test. Zapytaj siebie: czy stać mnie na zakup tej rzeczy za gotówkę? Czy mam poduszkę na serwis i nieprzewidziane koszty? Czy ten zakup realnie zwiększy przychód albo obniży koszty, nie wizerunkowo, tylko w wyniku? Co się stanie, jeśli przez trzy miesiące będzie słabiej? I czy mam alternatywę tańszą, prostszą, ale wystarczającą? Bo w biznesie często wygrywa nie ten, kto ma „najlepiej”, tylko ten, kto ma „wystarczająco” i potrafi przetrwać.

A jeśli odpowiedzi nie są po Twojej stronie, to zamiast leasingu zwykle najlepiej działają nudne rzeczy. Kupić coś tańszego, co spełni funkcję. Wynająć, jeśli potrzebujesz na chwilę. Odłożyć zakup i skupić się na sprzedaży. Poprawić marżę i procesy, zanim dołożysz koszty stałe. Zbudować poduszkę finansową, wtedy leasing zacznie być wyborem, a nie ratunkiem.

Bo tu nie chodzi o to, żeby „nigdy nie brać leasingu”. Chodzi o to, żeby nie brać go z pozycji słabości.

Leasing może być świetnym narzędziem. Naprawdę. Ale leasing brany wtedy, gdy Cię nie stać, to często nie strategia tylko proteza. A proteza nie robi z Ciebie szybszego biegacza. Ona ma Cię utrzymać w pionie. I zwykle kosztuje więcej, niż myślisz.

Jeśli chcesz rozwijać firmę, mieć więcej czasu i większe zyski, najpierw zadbaj o fundamenty: płynność, marżę, powtarzalną sprzedaż, kontrolę kosztów i decyzje oparte o liczby, a nie emocje. Dopiero potem baw się dźwigniami. Bo dźwignia w rękach stabilnej firmy działa cuda. W rękach firmy na granicy płynności potrafi ją przewrócić.

Masz jakieś pytania?

Napisz do mnie lub zadzwoń: 535-397-439.

Pozdrawiam,

Piotr

Zapisz się

na Newsletter!